Historia projektu, który właśnie stał się faktem
Są momenty, w których refleksja nie mieści się w jednym wpisie.
Bo nie jest myślą ani zdaniem.
Jest procesem.
Ostatnie pół roku było właśnie takim procesem.
Pomysł, który nie dawał spokoju
Ten projekt nie zaczął się od dokumentów.
Zaczął się od pytania, które wracało w rozmowach z pacjentami, rodzinami, specjalistami:
Dlaczego osoby w kryzysie tak często zostają same między „systemami”?
Dlaczego wsparcie bywa fragmentaryczne, chwilowe, niewystarczające?
Z tego pytania zrodziła się potrzeba stworzenia czegoś więcej niż kolejnego zadania projektowego.
Czegoś, co realnie odpowie na potrzeby, a nie tylko spełni kryteria konkursu.
Pół roku trudnych decyzji
Praca nad projektem trwała miesiącami.
Była pełna momentów, w których trzeba było wybierać:
– czy iść w bezpieczne rozwiązania, czy w te naprawdę potrzebne,
– czy uprościć założenia, czy wziąć odpowiedzialność za coś ambitniejszego,
– czy zmieścić się w schemacie, czy spróbować go mądrze poszerzyć.
Były chwile zwątpienia.
Były poprawki, które wydawały się nie mieć końca.
Były decyzje, które ważyły więcej, niż widać to w tabelach budżetowych.
Bo za każdą linijką wniosku stała świadomość,
że ten projekt dotknie realnych ludzi.
Praca, której nie widać
Widzimy projekty, gdy są już ogłoszone jako sukces.
Rzadko widzimy to, co dzieje się wcześniej:
– godziny analiz,
– konsultacje,
– liczenie ryzyk,
– sprawdzanie zgodności z przepisami,
– odpowiedzialność za zespół i przyszłych uczestników,
– napięcie między wizją a realiami.
To była praca wymagająca skupienia, ciszy i rezygnacji z wielu „bieżących” rzeczy także z regularnej sobotniej refleksji.
Nie dlatego, że refleksji zabrakło.
Ale dlatego, że cała była włożona w ten proces.
Moment, w którym przyszła decyzja
Są chwile, które zapamiętuje się bardzo wyraźnie.
Moment, w którym przychodzi informacja, że projekt został zaakceptowany,
że przeszedł ocenę,
że uzyskał dofinansowanie.
To nie był wybuch euforii.
To była ulga.
I poczucie, że ten wysiłek miał sens.
Sukces, który jest początkiem
Ten projekt nie jest końcem pracy.
Jest jej początkiem.
Przed nami:
– realne działania,
– realne wsparcie,
– realni ludzie i ich historie.
Ale dziś pozwalamy sobie na chwilę zatrzymania.
Na uznanie drogi, która do tego doprowadziła.
Bo pół roku pracy, trudnych decyzji i odpowiedzialności
zamieniło się w konkretną możliwość zmiany.
Dlaczego o tym piszemy?
Bo chcemy być uczciwi.
Także wtedy, gdy na stronie nie pojawia się regularny cykl.
Czasem największa refleksja dzieje się w ciszy,
w skupieniu,
w odpowiedzialnym działaniu.
A ten projekt jest dowodem na to,
że warto czasem zamilknąć po to, by zrobić coś naprawdę ważnego.
Dziękujemy za zaufanie i obecność.
Soboty z refleksją wrócą.
A to, co powstało w tej jednej „cichej” sobocie,
będzie pracować dla innych przez długi czas.
Zespół
Fundacji Rozwoju Psychospołecznego SELF